|
Inne menu (browser bez JS)
|
|
| Ulubione projekty |
|
Scribus to program
do DTP na licencji GNU
GPL. Tutaj znajdziesz informacje przeznaczone dla
polskich użytkowników
Scribusa.
|
|
|
| Na warsztacie |
|
|
|
|
|
| Koha: biblioteka wdraża Open Source |
|---|
2002.09.01: "Na pierwszy rzut oka nie jest to miejsce, w którym zaczyna się robić
rewolucje", pisze autor artykułu w amerykańskim portalu Linuxplanet.
Biblioteka publiczna w sześciotysięcznym miasteczku Nelsonville w stanie Ohio,
która służy czytelnikom z całego hrabstwa, podjęła się roli informatycznego
pioniera.
Dyrektor biblioteki Stephen Hedges jest motorem przedsięwzięcia, które ma
na celu stworzenie systemu zarządzania biblioteką bazującego na narzędziach
Open Source. Hedges i grupa programistów z biblioteki metodycznie, nie
szczędząc czasu, wysiłku i kosztów pracują nad systemem, który dokładnie spełni
ich oczekiwania.
Aktualnie biblioteka używa komercyjnej aplikacji o nazwie Civica do zarządzania
cyrkulacją książek.
Civica nie spełnia jednak wszystkich potrzeb biblioteki, np. nie pozwala na
automatyczne wysyłanie maili
o książkach, których termin zwrotu się zbliża. Chociaż są komercyjne systemy,
które spełniłyby większość życzeń biblioteki,
Hedgesowi nie odpowiada brak możliwości robienia własnych zmian w programach.
Centralną częścią nowego projektu jest wolnodostępny program biblioteczny o
nazwie Koha. Ma on dużo funkcji potrzebnych bibliotece, ale nie wszystkie.
Nie zraża to jednak dyrektora biblioteki. Jego pracownicy uczą się
programowania w Perl, PHP i MySQL i nie tylko. Biblioteka wydała już na naukę
programowania wiele tysięcy dolarów.
Jest też kwestia czasu. Dyrektor Hedges zadowolony jest z jakości pracy
programistów Kohy, ale nie z jej tempa. "Koha ma małą grupę
programistów, którzy rozwijają program raczej wolno". Czy więc opłaca się inwestować
tyle czasu i wysiłku w ten projekt, czy rozwiązanie oparte
na open source jest tego warte?
Zdecydowanie tak, mówi Hedgeds. "Pierwszoplanowym celem jest zaproponowanie takiego
rodzaju usług, jakie pragniemy świadczyć." I żeby osiągnąć ten cel i ruszyć z
nowym systemem, biblioteka dołoży wszelkich koniecznych
środkow i starań.
Większa część zmian dokonywanych w programie to konieczna adaptacja Kohy do systemu zarzadzania i przeszukiwania archiwów używanego w wielu bibliotekach w całych Stanach Zjednoczonych.
Koha używana była w innych krajach, ale nie musiała dotąd być kompatybilna z wewnętrznymi standardami amerykańskimi, których biblioteka potrzebuje
do łaczenia się z systemami innych bibliotek.
Pierwszym z tych standardów jest Z39.50, który jest protokółem stosowanym przy przeszukiwaniu zbiorów bibliotecznych. Mówiąc w uproszczeniu, wystarczy usiąść
przy terminalu Z39.50, wpisać poszukiwane hasło, wybrać kilka bibliotek, a system sam połaczy sie z serwerami Z39.50 i każda
z tych bibliotek zwróci listę wyników zapytania.
Konieczne jest również wdrożenie protokołu MARC (Machine Readable Catalog), który umożliwia kontrolę przepływu książek między
bibliotekami.
Koha jest stosunkowo nowym programem typu open source, który rozwijany jest przez około 20 programistów rozrzuconych po całym globie.
Powstał w 1999 roku, kiedy jedna z sieci bibliotek w Nowej Zelandii zdecydowała się na stworzenie własnego oprogramowania z pomocą firmy
Katipo Communications.
Według aktualnego menedżera projektu Koha, Pata Eylera, firma Katipo zaleciła, aby program podlegał zasadom Open Source. Miało to
trzy zalety w porównaniu z komercyjnym oprogramowaniem. Po pierwsze, chroniło biblioteki: nieważne , co by się stało z Katipo, oprogramowanie zawsze
pozostawało ogólnodostępne i biblioteki mogły zatrudnić inną firmę do rozwijania go. Po drugie, uwolniło to firmę Katipo od konieczności
prowadzenia marketingu; mogli skoncentrować się na pisaniu programu i nie tracić rezerw na szukanie innych klientów. Po trzecie,
pozwalało to innym bibliotekom na używanie Kohy, instalowanie jej małym albo żadnym kosztem, przystosowywanie jej do swoich potrzeb i dzielenie się tymi zmianami z innymi bibliotekami.
Adekwatnie do tego program nazwano Koha - słowo to w języku Maori oznacza "prezent".
Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że Koha rzeczywiście jest prezentem dla bibliotek, które ją zaadaptowały. Każdy
system biblioteczny, który na nią przeszedł, dodał do niej nowe funkcje. Jako że program podlega
licencji GPL, oznacza to, że wszyscy użytkownicy korzystają ze wysiłku innych wkładanego w
jego rozwój.
Mimo kosztów poniesionych na szkolenia i programowanie, dyrektor biblioteki nie żałuje ani przez chwilę pieniędzy, które wydaje. "Może wydamy w tym roku 10 tysięcy dolarów," mówi Hedges, "ale każdego następnego roku
będziemy oszczędzali 10 tysięcy na opłatach licencyjnych."
Projekt ten cieszy się wielkim zainteresowaniem innych sąsiadujących bibliotek z tej samej sieci. Po dokonaniu transformacji zainteresowanie wzrośnie jeszcze bardziej,
jako że Koha z przeróbkami dokonanymi w bibliotece będzie dopasowana do potrzeb innych bibliotek amerykańskich.
Hedges wierzy, że korzyści będą dużo większe niż wysiłek włożony we wdrożenie Kohy, ponieważ system biblioteczny będzie skrojony na miarę i może się później rozwijać w miare pojawiania się nowych wymagań.
Zobacz, jak działa Koha (system testowy).
|
|
|
|
|
|